pieniadzepracawakacjeStragany, smażalnie, hotele i restauracje. To miejsca, w których młodzi mieszkańcy nadmorskich miejscowości pracują sezonowo. Taka praca pozwala im na nabycie pierwszych zawodowych doświadczeń, a nierzadko też uczy odpowiedzialności.  Odpowiedzialność jest szczególnie ważna przy pracy z dziećmi. W nadmorskich hotelach zajmują się nią animatorzy i animatorki. Pracują w salach zabaw, przez które codziennie przewijają się dziesiątki dzieci. Każde jest inne i wymaga indywidualnego podejścia.
- Zdarzały się sytuacje, że dzieci były agresywne, potrafiły wyrywać animatorkom włosy z głowy i kopać, a rodzice nie widzieli w tym nic złego. Moja praca nie polegała tylko na organizowaniu zabaw. Czasami trzeba było też wyjść i pomóc dziecku w łazience, odprowadzić do rodziców do pokoju, zadzwonić gdy któreś chciało do mamy, a na sali gdzie przebywało 20-30 dzieci byłam sama.

Musiałam wybierać, czy pomóc dziecku które woła mnie z łazienki, a czasami płacze i zostawić resztę samą, czy zignorować to dziecko i opiekować się resztą. Zrezygnowałam z tej pracy bo na dalszą metę była to zbyt duża odpowiedzialność. A pieniądze? w większości przypadków marne grosze. Około 13 zł za godzinę. - Opowiada Katarzyna, która przez pięć sezonów pracowała, jako animatorka w jednym z bardziej ekskluzywnych nadmorskich hoteli.
Była animatorka zwraca również uwagę na to, że często spotykała się z beztroską nie wśród dzieci, ale wśród rodziców. Ci traktowali salę zabaw, jak przedszkole, a nie takie było jej przeznaczenie w miejscu, w którym pracowała Katarzyna. - Rodzice często nie odbierali dzieci na czas, a gdy już się zjawili to tłumaczyli, że zasiedzieli się na plaży, bo świeciło słońce. Tymczasem dziecko czekało, a ja razem z nim. Za nadgodziny nie otrzymywałam zapłaty.
Oczekiwanie na spóźnionych rodziców to jednak nie jedyna nieprzyjemna sytuacja z którą Katarzyna miała do czynienia w swojej pracy.
- Pamiętam, że kiedyś wymyśliliśmy dzieciom zabawę, która polegała na robieniu ozdobnych mydełek. Z racji tego, że zabawa wymagała rozgrzania specjalnej masy, rodzice mieli obowiązek uczestniczenia w niej razem z dziećmi. W sali było około 50-cioro maluchów, a mama jednej z dziewczynek niespostrzeżenie wyszła. Niestety, ale córka nie poczekała na jej powrót i wylała sobie gorącą masę na stopę. Na szczęście oparzenie nie było poważne i sytuacja szybko została opanowana. Mama dziewczynki miała oczywiście pretensje do mnie, mimo, że to ona nie zachowała regulaminu, jaki obowiązywał przy tej konkretnej zabawie. To był newralgiczny moment, który sprawił, że podjęłam decyzję o której myślałam od dawna. Zrezygnowałam z pracy, jako animatorka i już nigdy więcej się jej nie podejmę.
Dlaczego?
- Wiem, iż wiele osób powie, że przecież nie możemy narzekać, że są znacznie cięższe i gorsze prace. To prawda, jednak odpowiedzialność za cudze dzieci jest szczególna. Gdy jedna osoba zajmuje się wieloma dziećmi to nie może być bezpiecznie. W dodatku sale często nie są dostosowane do potrzeb maluchów, brakuje podstawowych narzędzi dydaktycznych, czy też tych przeznaczonych do zabawy. Niestety, ale w wielu przypadkach spotykamy się z brakiem zwykłej ludzkiej grzeczności. Osoby, które chcą podjąć taką pracę muszą być nie tylko pomysłowe i kreatywne, ale przede wszystkim odporne psychicznie.


pracasezonowa1Hotele, czy pensjonaty to nie jedyne miejsca wakacyjnej pracy. Bardzo popularne są także stragany z pamiątkami. Tam tylko pozornie jest łatwo. - Pracę w Mielnie rozpoczęłam mając 16 lat. Pierwsze dni były męczące ze względu na wysiłek, jaki trzeba było włożyć, aby rozłożyć stoisko z pamiątkami i zabawkami. Stojaki były ciężkie, często trzeba było je podnosić, bo nie miały kółek. To był jednak najmniejszy problem- mówi Paulina, która przez kilka sezonów pracowała na stoisku z pamiątkami w Mielnie. - Mielno przyciąga tłumy turystów. Ma sławę imprezowni, gdzie jest dużo klubów i młodych ludzi. Spora część z nich podczas pobytu na wakacjach niestety traci wszelką kulturę osobistą.  Niektórzy myślą, że są panami świata i człowieka. Traktują cię z góry, mają prawo wejść na stoisko i pluć słonecznikiem pod nogi pracowników. Nie mówią dzień dobry i do widzenia. Mało kto powie dziękuję czy proszę. Oczywiście zdarzają się też ludzie, którzy są kulturalni. Ale to rzadkość.
Stoisko na którym pracowała Paulina składało się z dwóch części. Zadaszonej i odkrytej. W tej pod gołym niebem były parawany, parasole, kubki i magnesy na stojakach. - Było tego tyle, że często nie mogłam wszystkiego zauważyć. Na tak duże stoisko była nas tylko trójka. Stanowczo za mało, żeby wszystkiego dopilnować. Kiedy wielu turystów naraz wchodziło oglądać pamiątki pod zadaszenie, to robiło się niemal ciemno. Najgorzej było jednak kiedy pojawiały się kolonie i dzieci, które biegały pomiędzy stojakami. Wiele razy zauważaliśmy kradzieże po fakcie. Najdroższa rzecz, która zginęła przy mnie to muszla warta ok. 400 zł.
Kradzieże na straganach to codzienność?
- Nie znam statystyk, ale podczas mojej pracy zdarzyło się ich kilka. Pamiętam, że kiedyś zostałam sama na stoisku, kiedy do właścicieli przyjechała rodzina. Mówiłam do szefa, że nie dam rady sama wszystkiego ogarnąć, jednak on na to nie zareagował. W pewnym momencie podszedł do mnie klient i powiedział, że widział jak jeden pan właśnie ukradł nam parawan. Wyszłam za tym człowiekiem i zobaczyłam wysokiego i bardzo dobrze zbudowanego mężczyznę. Co miałam zrobić ? Przecież nie złapałam go za rękę, nie było też monitoringu. Byłam sama, zwyczajnie bałam się zareagować.


Praca sezonowa na różnych stanowiskach może generować wiele nieprzyjemnych sytuacji. Mimo to, co roku w okolicach maja na portalach ogłoszeniowych pojawiają się setki ofert. Znajdują się też na nie chętni, często nastolatkowie. Pracują bez umów, w zbyt dużym wymiarze godzinowym i za niewielkie pieniądze. Wielu z nich pracę "na sezonie" zaczyna w wieku ok. 16 lat. Tak było też w przypadku Pauliny, która z perspektywy czasu zauważa nie tylko minusy, ale też plusy pracy sezonowej. - Między innymi dzięki tej pracy potrafię rozmawiać z każdym typem człowieka. Nauczyłam się tego, gdy musiałam tłumaczyć klientom, że nie mogę im opuszczać cen, bo za rabat dla nich będę musiała zapłacić z własnej kieszeni. Dodatkowo byłam wtedy bardzo młoda, a miałam okazję zarobienia pierwszych własnych pieniędzy. Nie było ich zbyt wiele, ale byłam z siebie dumna.
Młodzi ludzie, którzy w wakacje pracują na własne wydatki zasługują na szacunek. Mimo, że ich praca często nie jest odpowiednio wynagradzana, to podejmują ją i nie czekają na przysłowiową mannę z nieba. Pamiętajmy o tym, gdyby podczas urlopu zamarzyło nam się np. targowanie o niższą cenę ze sprzedawcą, od którego nie jest ona zależna.

Malwina Szul

Dodaj Temat

 baner balticinfo baterie1

 

upiotra1ab

 

ekosunreklama1ab

 

 

PRAXISreklamalogo

 reklama.e.warzynska

 

 

logo 03baner

 

reklamamchecinski1

 

 baner pokalogo

e.sztorc.banner

 banerunia2

 

 

 
 
 
 
MAPA STRON I II
stat4u