marianhermanowiczRozmowa z Marianem Hermanowiczem, starostą powiatu koszalińskiego
- Panie starosto, ze względu na trudne w tym roku zbiory, rolnicy chcą aby wojewoda zachodniopomorski im pomógł. Na czym ta pomoc miałaby polegać?
- Faktycznie, związki zawodowe rolników, najpierw do wojewody, następnie za jego pośrednictwem do ministra, chcą pomocy aby zabezpieczyć plony. W naszym powiecie niezbyt udane lato, mokry sierpień, spowodował zniszczenia w plonach zwłaszcza w gminach Sianów, Będzino i Mielno. Plonów nie udało się zebrać na czas. Dlatego przyłączam się do apelu wójtów i burmistrzów by pomóc rolnikom. Jak? Trudno to przeliczyć jednoznacznie, na pewno potrzebne jest tu zdecydowane działanie ministerstwa i końcowa decyzja rządu. Wiem, że temat ten nie dotyczy tylko województwa zachodniopomorskiego. Pomoc taka musi być uzgodniona z Unią Europejską, może to być np. umorzenie w części lub całości podatku rolnego, skupy interwencyjne, zerowe oprocentowanie dla kredytów rolniczych na przyszły rok.

- Jak w Pana opinii wygląda sprzedaż i zakup zbóż, płodów rolnych? Ceny są dla rolników zadowalające?
- Ceny są bardzo niskie. Mamy nadwyżki plonów, jakość zbieranych zbóż też jest różna, uzależniona od pogody. Gdyby nie dopłaty, byłyby wielkie straty. Pamiętajmy że nasz region to nie tylko turystyka, lecz też rolnictwo.
- Rozmawiamy o tym, jak nagłe zmiany pogody mogą zniszczyć wiekszość zbiorów, lub ich całość. Czy polski rolnik nie ma obowiązku ubezpieczania się od takich zdarzeń losowych i pogodowych?

- W Polsce nie ma takiego obowiązku, chociaż dla rolnika byłoby todobre  rozwiązanie. Takie ubezpieczenie mogłoby odbywać się na przykład z dopłatą państwa. Nie byłoby sytuacji krytycznych dla rolników i ich rodzin, takich jak burze czy gradobicia, powodzie.
rolnikkosi- Pana ocena polskiego rolnictwa, jako osoby z wieloletnim doświadczeniem rolniczym?
- Rolnictwo w pojęciu globalnym ma się bardzo dobrze, ale są rozwarstwienia i to widoczne jest w naszym kraju. Polskim rolnikom grozi 40 mln złotych kary z Unii Europejskiej za nadprodukcję mleka. U nas widać ślad, jaki odcisnęły na wsi PGRy, są duże gospodarstwa, obok są też mniejsi rolnicy, którzy działają na własne potrzeby. Rolnictwo powinno być rozwojowe, wielkościowo duże. Małe gospodarstwa natomiast dbają o swój byt i to trzeba popierać. Z drugiej strony rolnicy nie powinni tracić głowy- kredyty, inwestycje i innowacje są potrzebne, ale nie brałbym kredytu na wielki ciągnik, mając mały areał. Rolnicy powinni się łączyć, tworzyć spółdzielnie. Można wtedy kupić taki ciągnik na spółkę, pożyczyć od sąsiada, wzajemnie się wspierać i pomagać. Rolnik musi mierzyć siły na zamiary.
- Zdarzają się wielopokoleniowe rodziny rolnicze?
- Ważny jest aspekt ekonomiczny, to czy młodemu człowiekowi opłaca się prowadzić gpspodarstwo, czy z tego wyżyje. Aspekt przywiązania do ziemi to zdecydowanie sprawa drugorzędna w obecnej rzeczywistości. Wieś się zmienia, sporo osób z miasta kupuje tu domy, osiedla się. To dobrze, bo społeczności wiejskie nie mogą się zamykać na świat. Są patologie, alkoholizm nie należy do rzadkości, ale pogląd o wielodzietności na wsi, gdzie bywało dawniej po czworo, piecioro dzieci, należy odłożyć do lamusa.
- A co z produkcją małorolną na sprzedaż, produkcją win, serów? Takie gospodarstwa znakomicie sobie radzą np. w Niemczech.
- Małe gospodarstwa produkcyjne, które nazwałbym nawet firmami rodzinnymi, w Polsce mogłyby się doskonale rozwijać i produkować lokalne, smaczne i poszukiwane wyroby. Niestety, blokuje ta inicjatywę polskie prawodawstwo, które ma dużo ograniczeń.

Rozmawiał: Tomasz Wojciechowski

Dodaj Temat

 reklama balticbd

calidozaworarka

kuncerokladka1a

 

 

polanareklama1

 

lechbudholenderska1

 

inwestbohwawy

banerekfotowoltaika210x240px3

 

 

balticinfopl

 

dermalogicalogo1


logonieruchomosci ew1

logopraxis

uniastrzelnicabanerek1pamprofil

 

4mobile

banerbogurscy
 banerek1
logo just
 
MAPA STRON I II
stat4u